Błękitna Essaouira


Zabiorę Was w niesamowitą podróż po Maroko. Druga połowa roku jest dla mnie zawsze bardzo intensywna, praca pochłania większość mojej energii. Kiedy nadchodzi grudzień, mogę w końcu odpocząć. Zastanawiałam się, gdzie spędzić Wigilię, gdzie mogłoby być inaczej, ale nadal magicznie. Nie chciałam, żeby to był wyjazd - taki typowy w ciepłe kraje, chciałam, aby moje dzieci przeżyły czas Bożego Narodzenia spędzonego w zgoła inny sposób niż tradycyjny, a jednak zapamiętały go jako coś niesamowitego. I udało się! Ale po kolei….

.....

.....

Początki bywają trudne

.....

Wylatujemy w grudniu, kilka dni przed świętami. W Polsce ciepło, 15 stopni! W zasadzie pomiędzy Marokiem a Polską nieduża różnica w temperaturze. Przygotowania do wyjazdu musiały być drobiazgowe: w grudniu w Maroku może być naprawdę zimno, a my wyruszamy z trójką dzieci, w tym z najmłodszym gagatkiem w wieku 4 lat.

.....

.....

Jak sobie pościelisz tak się wyśpisz - i parafrazując - jak się spakujesz tak podróżujesz! I uwierzcie mi święta prawda w tym jest, bo zapomnieć letniej sukienki to „pikuś":) ale zapomnieć butów trekkingowych - oj boli, boli. Tak więc walizki były wypełnione ciepłymi kurtkami, polarami, odpowiednimi butami i oczywiście… strojami kąpielowymi!:)

.....

.....

Essaouira taka sama jak przed wiekami

.....

Podróże to moje drugie ja, nie straszne mi pogoda, temperatura i trudy wypraw. Jednakże był to mój pierwszy wyjazd do Afryki z dziećmi. W głowie gonitwa myśli: czy wszystko gotowe, czy nikt się nie pochoruje, jak dzieci zareagują na inną florę bakteryjną, szczególnie najmłodszy. Ktoś pomyśli: „bez przesady", ale ja wolę być przygotowana, poza tym w zakresie chorowania i dziwnych wypadkowych incydentów moich dzieci poza granicami Polski mam całkiem bogate doświadczenie: złamanie ręki na stokach w Austrii, upadek ze schodów i wizyta w szpitalu na Sardynii, jeszcze innym razem ospa!!! Można powiedzieć, że służby medyczne w Europie były nam znane;) Ale w Afryce już nie…

.....

.....

Psikus losu

.....

Jeszcze nie wyszliśmy z domu a najmłodszy zaczął wymiotować, droga przebiegała pod znakiem zapytania i niepewności. W samolocie na szczęście spokój, ale po wylądowaniu wszystko zaczęło się od początku. Kilka godzin później dostajemy mail z przedszkola: „Drodzy Państwo, w przedszkolu panuje grypa jelitowa…" Śmiać się? Płakać? To się nazywa chichot losu: jadę do Maroka zamartwiając się o to, czy moje dzieci nie nabawią się jelitówki, a wiozę ją z Polski do Afryki!!! 

.....

.....

Po co Wam to piszę? No właśnie po to, żebyście byli zawsze przygotowani, szczególnie, gdy towarzyszą wami wasze kochane szkraby. Moje skarby w postaci syropów przeciwgorączkowych, termometra, smecty itp, bardzo, ale to bardzo się przydały. Jestem też wielką zwolenniczką korzystania z doświadczenia tubylców:) Dobrodziejstwa Maroka takie jak soki ze świeżo wyciskanych owoców granatu i trzciny cukrowej świetnie nawodniły organizm małego dziecka, poza tym były przepyszne:) Jadąc do innego kraju czerpmy z jego wiedzy, z doświadczenia mieszkańców; mają może inne sposoby leczenia, ale w ich warunkach, w ich środowisku - są one najlepsze.

.....

.....

Ida Ougourd

.....

Lądujemy w Marakeszu, a stamtąd udajemy się do oddalonej o około 180 km Essaouiry - miejscowości położonej w linii prostej na zachód od Marakeszu. Droga jest szeroka i pusta, ale lepiej nie jechać powyżej ograniczenia prędkości: co kawałek stoi patrol policji. W sumie muszę przyznać, że w ciągu dwóch tygodni w Maroku, przejechaliśmy obok patroli drogowych tyle razy, co w ciągu roku w Polsce. Wybierając się do Maroka - noga z gazu, bo będzie mandacik;)

Po około 3 godzinach dojeżdżamy do Essaouiry, nasz Dar (dom-hotel) znajduje się jakieś 17km na południe w miejscowości Ida Ougourd. Trudno jest trafić, ale Google Maps zawsze służą pomocą:)

.....

.....

Kilka słów odnośnie używanych zwrotów - dosłownie kilka bez rozpisywania się, bo jeśli będziecie chcieli znaleźć więcej informacji na ten temat - to internet jest pełen wyjaśnień. 

Dar - to dom-hotel, gdzie możecie znaleźć świetne noclegi.

.....

.....

Riad - stary dom, który ma na środku dziedziniec. Europa ma swoje hotele, a Maroko może poszczycić się pięknymi Riadami. Są to domy, bardzo często stare, jeszcze sprzed lub z czasów kolonialnych. Charakteryzuje je dziedziniec - najczęściej nie zasłonięty dachem, a na środku znajduje się basen lub fontanna. Wiecie jak wyglądają zamki w Polsce, też mają dziedziniec, krużganki. Wyobraźcie sobie, że Riad to taki zamek pomniejszony do rozmiarów dużego domu. Riad nie ma okien wychodzących na ulicę, wszystkie okna, drzwi do pokoi i innych pomieszczeń są „od środka" czyli wychodzą na dziedziniec. Życie Riadu koncentruje się w środku, to taka enklawa: trochę przed ciekawstwem przechodzących, trochę przed ciekawstwem sąsiadów i przede wszystkim po to, by kobieta mogła w końcu zdjąć hidżab i swobodnie poruszać się po swoim domu.

.....

.....

Ksar - ufortyfikowana osada, której głównym budulcem była glina i kamień. Podróżując przez Maroko można się na nie natknąć głównie na południu, piękne ksary - jak ogień pomarańczowo-czerwone w promieniach zachodzącego słońca.

Kasba - ufortyfikowana twierdza, najczęściej górująca nad osadą.

.....

.....

Docieramy do naszego daru późnym popołudniem, jesteśmy zmęczeni podróżą, trochę zmartwieni zdrowiem dzieciaka, ale jednocześnie szczęśliwi, że dotarliśmy na miejsce. Gospodarz - Francuz Philippe - okazał się niesamowicie uczynną, przyjemną osobą. Dużo rozmawialiśmy o tym, jak jest w Polsce, jak we Francji, a jak w Maroku. 

.....

.....

Philippe przeprowadził się kilka lat wcześniej: był prawnikiem we Francji, a do Maroka najpierw przyjeżdżał na odpoczynek, potem kupił dom letni, a na koniec ożenił się z Marokanką. I tak już został, zmienił całe swoje otoczenie, by zmienić swoje życie. Może to jest sposób? Wyglądał na bardzo szczęśliwego.

.....

.....

Następnego dnia rano my wsiadamy do samochodu, a Philippe na motor:) Poprowadzi nas do Essaouiry, do miejsca, gdzie możemy kupić kartę SIM do telefonu. Bezinteresownie służył nam pomocą w sklepie, pojechał na parking przy porcie w Essaouirze i głośno ponegocjował z parkingowym cenę za całodniowy pobyt. Następnie życząc nam miłego zwiedzania oddalił się dyskretnie, pozostawiając nam czas na odkrycie piękna Essaouiry.

.....

Essaouira -w berberyjskim języku: ⵜⴰⵚⵚⵓⵔⵜ

.....

.....

Przed wyjazdem czytałam opinie o różnych miejscach w Maroku. Wiedziałam na pewno, że pierwszych kilka dni chcę spędzić na odpoczynku, najlepiej nad oceanem. Uwielbiam morze, szum fal: przychodzących i odchodzących od stóp zanurzonych w piasku.

.....

.....

Dlaczego wybór padł na Essaouirę? Nie dlatego, że jest popularną destynacją wśród turystów, ale dlatego, że jest to miejscowość mała. Nie dla mnie Casablanca, Rabat czy Agadir, ja muszę zrobić wdech i poczuć całą tę kolorowość, cały ten klimat, całą odmienność, poczuć zapach skóry w małym sklepiku w medinie, oprawianej na molo świeżej ryby, brzęk srebrnych bransoletek na nadgarstkach kobiet, ujrzeć całą tęczę kolorowych dywanów rozwieszonych na surowych murach, dym unoszący się z pełnego warzyw tażina. To jest kwintesencją każdej naszej wyprawy: życie nie bycie.

.....

.....

Essaouira znana również pod nazwą As-Sawira lub Mogador jest bardzo starym miastem. Podobno wg przekazywanej z ust do ust legendy, została założona przez Kartagińczyków, których handel sięgał aż do Zatoki Gwinejskiej. Przez wieki była świetną bazą wypadową: zarówno handlową jak i obronną, dlatego stanowiła cenną zdobycz. Przechodziła z rąk do rąk kolejnych „kolonizatorów": Kartagińczycy, Berberowie, Rzymianie, Arabowie. Cała ta przekrojowość narodowościowa i etniczna miała ogromny wpływ na architekturę, sztukę i kulturę miasta. Wszyscy zostawiali po sobie ślad, a wielokulturowość tych śladów sprawia, że As-Sawira jest taka ciekawa.

.....

.....

Na początku XVI wieku na port pokusili się Portugalczycy. Dwa wieki później ówczesny sułtan zdecydował się na fortyfikację miasta, a ponieważ był żywo zainteresowany rozwojem handlu z Europą, zmiany Essaouiry również musiały być europejskie - czym zajął się francuski architekt. Miasto zostało otoczone wysokimi murami obronnymi. Oko każdej - z gęsto ustawionych na szczycie murów - armat, spogląda do dnia dzisiejszego w stronę oceanu, strzegąc As-Sawiry przed kolejnymi uzurpatorami.

.....

.....

Przemyślny sułtan - Muhammad III - nie tylko uzbroił miasto, ufortyfikował, ale co więcej: zadbał genialnie o jego rozwój. Przypływające z Europy statki były zmuszone przybijać do brzegu Essaouiry, wybrzeże na południe od portu było zamknięte. Kto chciał handlować z Czarnym Lądem, musiał to zrobić przez As-Sawirę. Sułtan nie tylko zadbał o kontakty z Europejczykami, charakterystycznym elementem kultury i historii portu jest sprowadzenie do niego Żydów. Cenieni za żyłkę handlarską, za obrotność, a także świetni - co wszyscy wiemy, jubilerzy. Wyroby złotnicze w tym rejonie to już tradycja, elementy biżuterii berberyjskiej, arabskiej, europejskiej - wszystko to miesza się w jednym kotle. Poza tym na rozwój jubilerstwa w tej prowincji na pewno miały wpływ złoża srebra, które znajdują się w pobliżu. 

.....

.....

Mogador piękniał przez wszystkie stulecia, aby zubożeć na początku XX wieku pod panowaniem Francuzów. Nie bez znaczenia miał również fakt rozwoju miast położonych na północ od Essaouiry: Casablanki, Rabatu, Sale, Safi. Z kolei na południu swoją świetność obchodził Agadir.

Czasami się mówi: nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, i wiecie, myślę, że w tym konkretnym przypadku to się sprawdza.

.....

.....

Może właśnie przez to, że miasto straciło na znaczeniu i schowało się w cieniu innych wielkich portów, przetrwała jego unikalność, jego wielokulturowość, jego otwartość na wkład innych narodowości, jego skomplikowana etniczność, harmonia ludzi o różnych religiach i poglądach na życie. Nie rozrosło się do rozmiarów wielkich miast, pozostało niewielkim, sennym, biało-niebieskim miasteczkiem u stóp oceanu.

W 2001roku medyna Essaouiry została włączona na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.

.....

.....

Na krańcach świata 

.....

Ten mały port, w którym zatrzymaliśmy się na początku naszej wyprawy, tak bardzo mnie urzekł, że wróciliśmy do niego jeszcze na trzy dni pod koniec wycieczki. Nie mieliśmy tego w planach, pod koniec podróży zamierzaliśmy zwiedzić Casablankę. Przejeżdżając przez północno-zachodnie wybrzeże Maroka, zobaczyliśmy wielkie miasta, które dla mnie utraciły to „coś", co pozwalało poczuć miejscowy klimat. Miasta takie jak Rabat, Sale, Safi czy właśnie Casablanca były bardziej na modłę europejską niż afrykańską. A Essaouira była senna, pominięta w rozwoju wielkich marokańskich metropolii. Wszystko było inne: jedzenie, sklepy, hotele, restauracje, ludzie i klimat, który tworzą.

.....

.....

Dzieciństwo

.....

Plaża w Essaouirze jest duża, w formie zakola, szeroka, pełno tu spacerujących: zarówno turystów jak i miejscowych. Miejscowe dzieci i młodzież nie siedzą na molo z komórkami, niewielu na nie stać. To co u nas stało się normalnością jest niecodzienne w Afryce i na odwrót. Gromadki dzieciaków jeżdżących na rolkach, śmiejących się, popychających, wyprzedzających; starsze chłopaki grające w piłkę nożną na boisku którego kształt został wyznaczony w piasku śladem buta, dziewczynki chichotające na ławkach. Wyglądają na cudownie szczęśliwe: mają mniej i jednocześnie więcej.

.....

.....

W internecie często można wyczytać opinie podróżujących, że miasto jest biało-niebieskie. Faktycznie niebieski kolor króluje w Essaouirze, co jest szczególnie widoczne w porcie. Łódki kołyszące się na falach są pomalowane właśnie w tym kolorze. Jest to znak rozpoznawczy Mogadoru. Samo miasto: mury, budynki - jest bardziej kremowo-piaskowe. Essaouira jest wymalowana na piasku i obmywana niebieskim oceanem.

.....

.....

Sidi Kaouki 

.....

Kto był w Essaouirze musi wstąpić do malutkiej miejscowości Sidi Kaouki, znanej z pięknej plaży i windsurfingu. Jest mekką dla wszystkich miłośników sportów wodnych.

.....

.....

Plaża jest olbrzymia, ciągnąca się aż po południowy horyzont, gdy patrzymyw stronę Agadiru. Oczywiście jak w każdym miejscu, gdzie są turyści, są też sprzedawcy: biżuterii, przejażdżek konnych brzegiem plaży, przejażdżek na wielbłądach, dla małych dzieci na osiołkach. I wcale nie są nachalni, podchodzą, pytają czy mamy ochotę coś kupić, i szybko usuwają się w cień, gdy podziękujemy.

.....

.....

Przed wyjazdem wiele naczytałam się o nachalności Marokańczyków, którzy we krwi maja targowanie się. Tutaj się z tym nie spotkałam. Ktoś powie, a to takie turystyczne: konie, wielbłądy… Ale popatrzmy na to z drugiej strony: jest popyt jest i podaż. Rodziny z dziećmi, a naprawdę było sporo plażujących, bardzo chętnie korzystały z oferowanych usług, no i ten widok roześmianego od ucha do ucha dzieciaka niezgrabnie kołysającego się na grzbiecie małego osiołka.

Widok osiołka czy wielbłąda na żywo to dla niejednego dziecka przeżycie, bo najczęściej spotykają się z tym jedynie na obrazkach w przedszkolu czy szkole. A co dopiero zobaczyć kozy na drzewach!!!

.....

.....

W Sidi Kauouki nie znajdziemy renomowanej wypożyczalni sprzętu wodnego, noclegu w 4-gwiazdkowym hotelu i nie zjemy kolacji w restauracji z gwiazdką Michelin. Tego tutaj nie ma, ale jest wszystko inne, bardziej cenne: jest maleńka wypożyczalnia sprzętu położona pomiędzy równie maleńkimi knajpkami, które w Europie nawet 1 gwiazdki by nie dostały. Są one pełne ludzi, których pasją jest surfing, kitesurfing i windsurfing. Jest gwarno, jest tłoczno, jest wesoło, wielokulturowo.

.....

Obce języki mieszają się i przestają już być obce.  

.....

Obce nie znaczy straszne, obce to po prostu inne

.....

.....

By accepting you will be accessing a service provided by a third-party external to https://www.followmyflow.com.pl/